Wednesday, 21 October 2015

Rowerowa Mama - Wasze wspomnienia

Kilka dni temu poprosiłam o Wasze wspomienia związane z Mamą i rowerem. Przyznam, że wzruszyliśmy się czytając je. Dzisiaj dzielimy się nimi z Wami wszystkimi, mam nadzieję, że te historie przypomną wszystkim fantastyczne chwile spędzone na rowerze z mamą. Gratuluję jednocześnie Czesławie, której historię postanowiliśmy nagrodzić prezentem dla Mamy - zestawem złożonym z wkładu do koszyka i pokrowca na siodełko 2w1 Retro Roses. Mam nadzieję, że prezent sprawi wiele radości :)
Tymczasem, miłego czytania.



Moja mama to z pewnością #rowerowamama. To zdjęcie zrobione przez fotografa w czasie pleneru w Trzebiatowie wisi w naszym salonie od kilku lat. Fotograf uznał, że mama jest kwintesencją małego nadmorskiego miasteczka lat 90. Nie pamiętam wprawdzie tego konkretnego popołudnia, ale pamiętam wiele innych dni - poranków i popołudni właśnie. Rano ja wsiadałam na swój mały rowerek, mama pakowała brata i siostrę na swoją damkę (siostrzyczka siadała w foteliku na bagażniku, brat na siodełku) i ruszaliśmy w drogę przez park do pobliskiego przedszkola. Mama prowadziła rower z maluchami, a ja pedałowałam dziarsko obok. W przedszkolu zostawał Piotruś z Marzenką i mój rowerek, a ja zajmowałam miejsce w foteliku (mama dbała o bezpieczeństwo, żadnego wożenia dzieci na bagażniku z kocem, musiał być specjalny fotelik). Jechałyśmy do szkoły, w której mama pracowała, a ja się uczyłam. Na kolanach trzymałam czerwony plecak z Kubusiem Puchatkiem, a mama przemierzała te kilka kilometrów przez nasze małe miasteczko do szkoły po drugiej jego stronie. Do dziś zresztą jeździ tam rowerem niezależnie od pogody. Czasem tylko zmienia rowery - latem wsiada na szosówkę z zielonymi oponami, zimą pokonuje trasę białą trekkingową damką. - Czesława

Tyle już lat minęło, a wspomnienia wciąż żywe i łezka się w oku kręci. Rower, mój pierwszy rower. Zbierałam na niego długo, do zielonej skarbonki-sejfu chowałam każdy grosz który znalazłam i który dostałam, głównie od cioci z Chicago za laurki wysyłane z każdej okazji. I pieniądze z SKO. Teraz dzieci już nie wiedzą co to, ale ja znów uśmiecham się do moich wspomnień o niebieskiej książeczce noszonej w piórniku i kolejce do wychowawczyni przed rozpoczęciem lekcji. Wreszcie nadszedł upragniony dzień, kiedy wybrałam całą kwotę z SKO, opróżniłam skarbonkę i wraz z mamą poszłyśmy do sklepu rowerowego. To było w Szczecinie, lata 80. Stał tam i czekał na mnie. Rower salto, niebieski z białym siodełkiem, piękny, wyjątkowy, mój. O taki http://inprl.pl/relikt/718/ Tej dumy kiedy z mamą i rowerem wracałam do domu nie zapomnę nigdy. I pomyśleć że teraz by mnie pewnie na takim wyśmiano. - Ania


Dokładnie 1.września 2013 roku spotkaliśmy się z znajomymi pojeździć na naszych zabytkowych rowerkach , czekaliśmy na resztę grupy na ławce ,moja Mama będąc na spacerze z moją siostrą podeszła do nas porozmawiać , spodobał jej się pewien rower i to nie byle jaki , bo wczesno-powojenny Polski rower MEWA , Mamie tak się spodobał,iż zachciała się nim przejechać - i tak po raz pierwszy w moim już trochę trwającym życiu miałem przyjemność ujrzeć moją Mamę na rowerze - Radość i duma w oczach Syna wielkaMichał


Pomarańczowy BMX z białymi chwytami. Białe siodełko, dwa dodatkowe kółka. Pierwsze wyjście za bramkę. Droga pod górkę w stronę Wolińskiego Parku Narodowego. Jesteśmy z Mamą na szczycie. Dopina mi ochraniacze i kask. Biegnie ze mną trzymając za uchwyt. Nagle wpadam w drzewo. Mamo? Gdzie jesteś? Poprawiam sukienkę, dalej jadę sama. Pierwszy raz. Każdy następny już z Mamą na rowerze obok. Każdej wiosny, każdego lata. Dzisiaj jeździmy nadal, niestety często same, mieszkając daleko od siebie. Pomarańczowy BMX nadal stoi w domu. Przypomina o pierwszych krokach. "Nie przeszkodą jest pus­ty bak. Gdy ko­goś szczerze kochasz, na­wet ro­werem do niego dotrzesz. " - Justyna

Moje wspomnienie nie ma lat kilka, minęła bowiem od niego chwilka. Wraz z mą mamusią podczas spaceru, Ja zapragnęłam dosiąść roweru, a że do domu było daleko postanowiłam wsiąść na cudzego. Rowery już mamy wypożyczone, a mama mówi : ''jesteśmy szalone!'' . Jedziemy przed siebie tak roześmiane, wspaniale jest widzieć szczęśliwa mamę... Tak jeździłysmy po mieście bez celu, mama nie chciała zeskoczyć z roweru... Nie patrząc nawet, która godzina w domu szukała nas cała rodzina.. A moja mama kiedy wróciła to stary rower wnet odkurzyła. Odtąd rowery pokochałyśmy i jeszcze bardziej się zbliżyłyśmy. Kocham tak bardzo moją mamusię za jej wspaniała szalona duszę - Sonia

Kiedy bylam mała moja mama nie mogła zaporowdzić mnie do sali zabaw czy zawieźć samochodem na wycieczkę za miasto. Rozrywka dla dzieci była ograniczona, a samochód miał mało kto. Dzieci bawily się gownie na podwórkach,trzepakach. Moja mama miała na wspólne spędzanie czasu inny pomysł.Jako że mieszkałśmy wtedy w małym miasteczku, mama postanowiła sama wyjąść przygodom na przeciw.Każdej soboty szykowałyśmy rano koszyk- ona ze smakołykami, ja z zabawkami i koc i ruszałyśmy w drogę na rowerach. Wkoło było sporo lasów i pól więc bez problemu znajdowałyśmy super miejsce do zabawy.Robiłyśmy pikniki, nieraz rozpalałyśmy ognisko, ziwdzałyśmy okolice, poznawałyśmy różne rośliny i ptaki. To był nasz czas. Minęo tyle lat a ja wciąż wspominam nasze wypady i już planuję kolejne...tym razem z moimi córkami. - Marta

Moje wspomnienie z mama i rowerem... był jeszcze brat Emoticono smile Także jeden rower, jeden kierowca roweru i dwoje pasażerów. Ja na bagażniku, brat w krzesełku na kierownicy . I tak jeździliśmy na działkę z mamą. 30 lat temu była to chyba jedna z najpopularniejszych atrakcji. teraz jak patrze na to z perspektywy tego, że sama jestem mamą i wożę synka w krzesełku, to podziwiam moją mamę, że miała siły i chęci, aby sama z dwójka dzieci, starą kozą jeździć za miasto na działkę. Tam pracować, a później powrót z marudzącymi dzieciakami. Godne podziwu. Wielkie brawa się należą mojej mamie - Monika

W byciu mam najfajniejsze jest to, że można być wróżką, która za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyczarowuje dzieciom baśniowy świat. Nie potrzeba tu wcale drogich przedmiotów, wystarczy wyobraźnia i zwykłe przedmioty dnia codziennego by wyruszyć do świata bajek i niesamowitych przygód. Bycie mamą to przygoda sama w sobie, każdy dzień jest inny i niesie nowe wyzwania a tylko od nas zależy jak rozwinie się fabuła. Moim najpiękniejszym wspomnieniem z dzieciństwa związanym z mamą są chwile gdy "razem wyruszałyśmy w świat na rowerach". To oczywiście były zwykłe wycieczki do lasu ale mama potrafiła stworzyć wokół tych wycieczek taką aurę, że zawsze czułam się tak jak byśmy wyruszały w nieznane, ku przygodzie, do baśniowej krainy. To były niesamowite przeżycia i najpiękniej spędzony czas z mamą na łonie natury. Pakowałyśmy plecaki i wyruszałyśmy - ku przygodzie... - Ania


Moja mama własnie taka jest teraz ma już 59 lat i ostatnio wzięła udział w rajdzie rowerowym do Ponikły z Białegostoku. A kiedyś jak byłam mała jeździła ze mną na wycieczki rowerowe składakami Jubilat och jeździło się na wieś po mleczko od krowy, czy też na maliny. Pamiętam jak kiedyś gdy miałam 8 lat moja mama na rowerze przewoziła fotel przez pół miasta z doczepionym wózkiem. wszystko przez przeprowadzkę !! hmm... wspomnienia jak żywe szczere i prawdziwe. Kocham moją mamę. Pozdrawiam serdecznie. (tutaj jest zdjęcie mojej mamy uczestniczącej w rajdzie.) - Barbara

Moja mama to typowa rowerzystka, od 40 lat nie schodzi z roweru prawka nie ma, do pracy jeżdzi rowerem, w pracy jeżdzi rowerem, po pracy jeżdzi rowerem. 12 miesięcy w roku, bez względu na pogodę. I mówi, że bez roweru nie wyobraża sobie życia. A kiedy przez chwilę zdrowie podupadło na kilka dni, to pedałowała w domu. Bo tak na marginesie dodam, ze przez te 40 lat pracy była tylko RAZ na zwolnieniu przez 3 dni kiedy był mus konieczny. A moje wspomniania? Wstyd, bo ja z kolei w porównaniu do mamy to mało rowerowa. Jedynie z dzieciństwa mi się tak bardzo bardzo wyryło w pamięci... To było lato. Całą rodziną jak co kilka dni wybraliśmy się rowerami do lasu. Ja, o 6 lat starszy brat, mama i tato. Kilka km w jedną stronę. Najczęściej to była niedziela, bo oboje rodziców w domu. Kiedy już wracaliśmy pogoda nagle zaczęła się zmieniać, więc już pedałowaliśmy ile sił w nogach. Wpadliśmy na podwórko w ostatniej chwili, postawiliśmy rowery i ja - kilkuletnia wtedy, uciekłam pod starą gruszę. Mama krzyknęła, że w burzę nie chowa się pod drzewami, bym do domu biegła. W tym czasie moj brat wrócił do swojego roweru, by z bagażnika zabrać bluzę. Pociągnął ją w momencie kiedy ja przebiegałam obok. Rower przewrócił się prosto na moje nogi, dokładnie na stopy. Krzyk, płacz i co tylko  Palce spuchnięte. Mieliśmy we wsi obok tzw. znachora. Czas to był, że auto mało kto miał, ale mama w tą burzę biegała i szukała, kto mnie do tegoż zawiezie. Znalazła. Pojechaliśmy. Pan, lat miał wtedy ze 100 wział moje maluteńkie paluszki stóp w swoje wielkie dłonie i zaczął nastawiać, bo okazało się, że są połamane. A mama mnie trzymała i tak bardzo mocno przytulała....  a później jakiś czas musiała nosić na rękach, bo chodzić nie mogłam i przekonywać do roweru... i do brata  i to tak na prawdę najbardziej wyryte w mojej pamięci wspomnienie związane z rowerem i mamą... I chyba mojej mamy też Bo często wspomina ten dzień, kiedy przyjedzie do mnie swoją bordową strzałą  taka z niej #rowerowamama· - Ewa

Rower to zwykle atrybut tatusiów, którzy montują i demontują (kiedy przyjdzie pora) dodatkowe kółka, biegają z przyczepionym do naszego "pojazdu" kijkiem i puszczają nas w świat kiedy przyjdzie pora! W moim przypadku było standardowo... Przygoda z mamą zaczęła się trochę później, a właściwie całkiem niedawno. Po fazie mojego dorastania i całkowitego niezrozumienia siebie nawzajem nagle odkryłyśmy ROWER! Niby odkrycie raczej średnie, bo każdy rower zna i każda z nas go używała. Odkryłyśmy jednak coś więcej - babski czas na wycieczkach, zwiedzaniu okolicy i piknikowaniu. Koniec czasu buntu, czas na rower i wspólne zrozumienie! - Ag


Ja mam bardzo aktualne wspomnienie. Moja Mama doskonale wie jak bardzo lubię rowery. Więc z ostatniej wycieczki do Holandii przywiozła mi specjalnie całą masę zdjęć z rowerami! Najlepszy prezent blogerka Love Krowe

Jestem rowerową mamą i woziłam moje dzieci na rowerze, dwoje jednocześnie. Jedno z przodu (dziś na 15 lat), a drugie z tyłu (dziś ma 12). Nauczyła mnie tego moja koleżanka, mieszkająca wówczas w Holandii. Okazało się, że to był bardzo wygodny sposób podróżowania po Warszawie. Tak oczywisty, że nawet nie zrobiłam zdjęcia. - Aleksandra


Moja mama mnie nie wozilam rowerem ponieważ kiedyś się strasznie bała, za to teraz się przekonała do roweru i wozi moje:) kupiła przyczepkę i jeździ:) Ja wożę moją dwójkę w przyczepce i mam nadzieję, że kiedyś to będą dobrze wspominać:) - Weronika

Kiedyś mama wiozła mnie rowerem pod warszawą , jechałam na bagażniku i wkręciłam sobie stopę w szprychy, jak zwykle pierdoła ze mnie od dziecka, ale mama pocałowała w nóżkę i uratowała sytuacje - Asia

Ta jaaak!!! Pewnie, że woziła - najpierw w koszyku wiklinowym na kierownicy, później na bagażniku.
I to oczywiście ONA nauczyła mnie jeździć na rowerze - największa radocha była kiedy dzięki mamie udało mi się pocisnąć na pomarańczowej "UKRAINIE" mojego dziadka (bezcenne wspomnienia) 
Aneta

Kiedy byłam mała (do 1 roku życia) moi rodzice mieli ogromny problem z tym, że nie spałam. Jednak szybko okazało się, że rowerowe "kiwanie" sprawia, że odchodzę w ciągu kilkunastu sekund. Mama zamontowała fotelik na swoim rowerze i codziennie robiłyśmy kilkunastu kilometrowe wycieczki, dzięki czemu mogła odpocząć od mojego płaczu, czerpiąc jednocześnie radość z jazdy i poznając okolice. Później mama kupiła mi mały rowerek i jeździłam nim po domu (do dzisiaj mi nikt nie wierzy, że miałam zaledwie 18 miesięcy jak nauczyłam się jeździć na dwóch kółkach). Dzięki pasji mojej mamy sama zakochałam się w rowerze i chciałabym móc jej to udowodnić. Robię codziennie po kilkanaście- kilkadziesiąt kilometrów, a dzięki rowerowi udało mi się bardzo szybko powrócić do zdrowia po ciężkiej chorobie (nawet mój lekarz był w szoku i mówił: "Michalina, widziałem cię na rowerze!". To wszystko dzięki mojej mamie i temu, że pozwoliła mi pokochać rower. - Michalina

Woziła mnie moja mama i babcia, woze i ja. Mój synek Staś uważa jazdę rowerem jak coś oczywistego - Aneta

Kiedy byłam mała, coś takiego jak foteliki dla dzieci nie było jeszcze znane. Ale to i tak nie przeszkadzało moim rodzicom przewozić mnie rowerem. Wozili mnie po mieście zarówno mama, jak i tata, każde na swój sposób. U mamy zawsze jechałam na bagażniku składaka, trzymając się siodełka. Tata natomiast sadzał mnie z przodu na ramie. Nie bałam się, a wręcz przeciwnie, uwielbiałam takie przejażdżki. Najbardziej lubiłam wracać z mamą z działki, bo był zjeżdżało się z górki, a po drodze było dużo ładnych ogrodów. - Joanna

Jak mialam 4 latka moja mama byla dzielną osobą bo wiozła mnie w sumie 10 km do sklepu i z powrotem na wczasach nad jeziorem Sumin do miejscowosci Urszulin. Stary składak ledwo zipiał a ja bylam... na ramie i co najlepsze miałam pod tylkiem poduszke więc komfort zapewniony. Mama zawsze wie jak dbać o bezpieczeństwo - Małgorzata

Moja Mama wozila mnie do szkoły na starym niebieskim skladaku,ja oczywiście na bagażniku, chyba najzabawniejsza historia z tamtego okresu czasu to ta, kiedy spadlam z bagażnika i pękł mi gips,ktorym okalana byla moja skrecona wczesniej kostka. Dzis sama jestem Mama i dzis wiozłam mojego Syna na bagażniku na jego mini bmx-ie ubaw po pachy i dźwięk ścieranej detki- Bezcenny,tak,jak kazda chwila spędzona na rowerze - Natalia


Szalone jazdy w nieznane, w cudownych miejscach odpoczywane:-D - Aga

Thursday, 26 March 2015

Rowerowy Haarlem, czyli targi National (E)Bike Testdagen

National (E)Bike Testdagen - pod tą małą wpadającą w ucho nazwą, tłumaczoną na polski jako Narodowe Dni Testowania (E)Rowerów, kryją się targi rowerowe organizowane w urokliwym miasteczku Haarlem pod Amsterdamem. Co roku wraz z początkiem sezonu rowerowego (choć w przypadku Holandii sam ten termin brzmi śmiesznie) do Haarlem zjeżdżają producenci i dystrybutorzy jednośladów, części i akcesoriów, by zaprezentować swoje najnowsze pomysły w najwspanialszym rowerowym kraju.

 Pierwsza zaskakująca rzecz na targach? Ogromna liczba gości w wieku 60+. Budujący obrazek - w Polsce na rowerze jeździ niewielu starszych ludzi, z czego ogromna większość porusza się rowerem na wsiach. Dużo rzadziej spotyka się starszych rowerzystów w miastach. W Holandii natomiast, jak wiadomo, jeżdżą wszyscy, bez względu na wiek, rasę, płeć, czy zawód. Seniorzy na targach korzystali chętnie z możliwości testowania rowerów elektrycznych - tradycyjnych, ale także tych składanych i typu cargo. Miło było pooglądać rowerzystów w mocno zaawansowanym wieku.


Chciałabym móc widywać takie obrazki częściej w Polsce, choć pewnie prędko to nie nastąpi, ponieważ z racji kłopotów z kondycją wielu seniorów nie może poruszać się już tradycyjnymi rowerami, a te z napędem elektrycznym ciągle pozostają daleko poza ich możliwościami finansowymi.


Przypominam jednak, że e-rowery są nie tylko dla osób starszych. Świetnie sprawdzają się w codziennym życiu osób mieszkających w pagórkowatym terenie czy tych, które do pracy muszą pokonać większą odległość. Niezastąpione są też podczas silnych podmuchów wiatru - dzięki napędowi nie odczuwa się aż tak mocno oporów powietrza. Na targach można było zobaczyć ogromny wybór tego typu pojazdów o rozmaitych parametrach i z ciekawymi elementami wspomagającym jazdę, jak np. nawigacja czy licznik spalonych kalorii. Mi najbardziej do gustu przypadły elektryczne rowery cargo - trójkołowiec i long john. Tym, co do tej pory powstrzymywało mnie przed włączeniem roweru cargo do mojej stajni był wysiłek, z jakim przyszłoby mi przemieszczać się pojazdem z pełnym ładunkiem. Napęd elektryczny wspaniale rozwiązuje ten problem!


Obok rowerów elektrycznych można było też obejrzeć najnowsze kolekcje uznanych holenderskich producentów, jak Sparta, Batavus czy Gazelle oraz masę innych rowerów, w tym wiele nietypowych modeli, jak jednoślady bambusowe. Wystawę dopełniały stoiska oferujące akcesoria, odzież, części lub rozmaite usługi dla cyklistów.


Polskim akcentem (jedynym) było nasze stoisko. Akcesoria Bike Belle prezentowaliśmy w Holandii po raz pierwszy i ucieszyło nas zainteresowanie, jakim zostaliśmy obdarzeni. Pierwszy etap podboju rowerowego królestwa za nami :)


Obok produktów i usług nie brakowało też innych atrakcji. Targi otworzyła Orchestre Bicyclette, grupa stworzona z miłośników muzyki i dwóch kółek. W trakcie imprezy co jakiś czas odbywał się pokaz mody, genialnie wymyślony i urządzony wprost na targowych alejkach, z DJem prowadzącym za sobą grupę smukłych modelek.

Ale moje serce skradł inny pomysł organizatorów - konkurs wolnej jazdy, czyli zawody na najwolniejszy przejazd rowerem na wyznaczonej trasie.


Zawodnikom akompaniowały wokalistki, zagrzewali ich do walki prowadzący, a sami zainteresowani robili wszystko, aby na rowerach się niemal nie poruszać :) Zawody były tak atrakcyjne, że nawet zwierzęta chciały w nich brać udział, co widać na załączonym obrazku!


Targi trwały 3 dni, po ich zakończeniu udało mi się jeszcze na moment odwiedzić Amsterdam i kilka okolicznych miasteczek. Trudno nie kochać Holandii z jej modelową infrastrukturą rowerową, kulturą poruszania się po drogach, pięknymi krajobrazami i doskonałym do rowerowania ukształtowaniem terenu. Do zobaczenia w przyszłym roku! Tymczasem czekał już na mnie kolejny przystanek: Kopenhaga.

Wednesday, 11 March 2015

Jak jeździć na rowerze w sarongu?

Widzę ostatnio dużo zdjęć panów w spódnicach. Wszystko związane jest z akcją #ozgecanicinminietekgiy, którą najpierw tureccy, a teraz polscy mężczyźni prowadzą w mediach społecznościowych. "Jeśli kobieta wkładając spódnicę zaprasza do gwałtu, to ja też zapraszam", piszą panowie, fotografując się w spódnicach i sukienkach w rozmaitych okolicznościach.

Ja, ze względu na płeć, takiego zdjęcia zrobić sobie nie mogę. Ale mogę pokazać, że nie tylko kobiety noszą coś, co u nas nazwanoby spódnicą i że wcale nie oznacza to, że o coś się proszą. Oto moja mała kolekcja panów w sarongach - zdjęcia zrobiłam podczas tegorocznej wyprawy na Sri Lankę. Zapewniam, że bohaterowie tych fotografii nie zapraszają do gwałtu. Mam jednak nadzieję, że zaproszą Was do jazdy na dwóch kółkach!



Krok 1 - przygotowanie. Potrzebne są: sarong, rower, właściciel saronga i roweru, który będzie całość demonstrował.


Następnie popychamy rower przed siebie, siadamy na siodełku z obydwoma nogami po jednej stronie, po czym, już na jadącym rowerze, przerzucamy jedną z nóg ponad ramą. Pedałujemy. Można nawet bez butów (in your face, hejterzy!)

Tutaj demonstracja tej techniki wykonana w innej części świata:



Można też, oczywiście, prościej - tutaj widzimy ramę typu "step-through", zwaną potocznie damską. Taka rama rozwiązuje problem sama :)


A kiedy już opanujemy tę technikę, możemy na rowerze zacząć przewozić inne osoby w spódnicach :)


Thursday, 5 March 2015

Rowerem na obcasach! Konkurs Bike Belle i Bayla


Idzie wiosna! Odkurz rower! I nie daj sobie wmówić, że nie możesz na niego wsiąść bez specjalnego "oprzyrządowania", jak sportowy kask czy spodenki z lajkry. Odmieńmy razem wizerunek rowerzystki w Polsce. Pokażmy wszystkim, że na rowerze można jeździć w normalnym stroju - i na obcasach też! Wiele z nas - tych, które nie widzą w pedałowaniu w takich butach nic dziwnego, przekonało się, że wygodniej w nich jeździć na rowerze, niż chodzić ;) Teraz przekonajmy do tego inne kobiety, które chciałyby spróbować, ale się boją lub są niepewne. Walczmy z mitami! 
Aby zachęcić Was do udziału w tej akcji, w Bike Belle razem z marką Bayla przygotowaliśmy konkurs, w którym do wygrania są piękne, eleganckie buty Bayla i stylowa teczka rowerowa (która po zdjęciu z roweru zamienia się w piękną torebkę!) Bike Belle Cracovie. 
Co zrobić, aby wygrać?
- stwórz swoje rowerowe zdjęcie na obcasach i/lub kolaż, na którym zobaczymy rower, akcesoria z Bike Belle i buty z Bayla.
- wymyśl jedno zdanie, które mogłoby być hasłem reklamowym rowerowania na obcasach. 
- swoją pracę dodaj na swoje konto w serwisie Instagram LUB wklej na Facebookowe profile Rowerzystka Miejska i Bike Belle Do zgłoszenia koniecznie dodaj hasztag #roweremnaobcasach
Przykłady zdjęć i kolaży znajdziesz poniżej - to tylko przykłady, więc pamiętaj, że nie musisz się na nich wzorować. Liczy się Twoja kreatywność!

Na zgłoszenia czekamy do dnia 14 marca. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone do dnia 16 marca 2015. Do rozdania nagroda główna (torba Cracovie i buty Bayla) oraz nagroda pocieszenia (dzwonek rowerowy XXL + buty Bayla). Pełny regulamin konkursu znajdziesz poniżej.




Regulamin konkursu fotograficznego "Rowerem na obcasach"
1. Konkurs organizowany jest przez firmę Małgorzata Radkiewicz - BB, właściciela marki Bike Belle - Butik Rowerowy i ma charakter otwarty. Osoby niepełnoletnie mogą wziąć udział w konkursie za zgodą rodziców lub przedstawicieli ustawowych. W konkursie nie mogą brać udziału pracownicy i organizatora konkursu oraz członkowie ich rodzin. Udział w konkursie jest bezpłatny.
2. Uczestnik zgłasza uczestnictwo za pomocą wysłania dowolnej ilości zdjęć lub kolaży w formie cyfrowej (format JPEG, JPG) na Facebookową stronę Rowerzystka Miejska i/lub Bike Belle lub umieszczenie takiej pracy na swoim profilu w serwisie Instagram. W przypadku wybrania tej ostatniej możliwości profil uczestnika musi mieć charakter publiczny (zdjęcia muszą być widoczne dla wszystkich). W przypadku wyboru formy kolażu, na pracy powinny się znaleźć akcesoria rowerowe Bike Belle oraz buty Bayla w towarzystwie innych, wybranych przez Uczestnika elementów. Dodatkowym, niezbędnym elementem zgłoszenia jest opisanie zdjęcia hasłem reklamowym jazdy na rowerze na obcasach oraz hasztagiem #roweremnaobcasach.
3. Konkurs trwa do 14 marca.
4. Nadesłanie prac jest równoznaczne z akceptacją niniejszego regulaminu.
5. Uczestnik, zgłaszając się do konkursu oświadcza, iż przysługują mu wyłączne i nieograniczone prawa autorskie do nadesłanych fotografii i prac. Ponadto oświadcza, że wyraża zgodę na wielokrotne, nieodpłatne publikowanie nagrodzonych fotografii oraz opublikowanie jego imienia, nazwiska oraz miejscowości zamieszkania w materiałach promocyjnych związanych z konkursem, w wydawnictwach oraz na stronach internetowych organizatora konkursu, a także na ich wykorzystywanie w celach promocyjnych i marketingowych, w  szczególności na utrwalanie, modyfikowanie i zwielokrotnianie fotografii każdą techniką, w tym m. in. drukarską, reprograficzną, zapisu magnetycznego, cyfrową, audiowizualną, na jakichkolwiek nośnikach, bez ograniczeń co do ilości i wielkości nakładu, oraz rozpowszechnianie fotografii poprzez publiczne udostępnianie w taki sposób, aby każdy mógł mieć do nich dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym, w szczególności w sieciach  komputerowych, Internecie i Intranecie oraz telefonach komórkowych.
6. Organizator konkursu ma prawo odrzucić prace niezgodne z niniejszym regulaminem, odbiegające od tematu, wadliwe technicznie i takie, które stanowią naruszenie praw innych osób.
7. Organizator wybierze 2 zwycięzców konkursu. Informacja o zwycięzcy/zwyciężczyni zostanie opublikowana na stronie organizatora i/lub stronach www.facebook.com/rowerzystkamiejska i www.facebook.com/bikebelle.
8. Zwycięzca zostaje wyłoniony poprzez głosowanie jury, w skład ktorego wchodzą pracownicy organizatora. Decyzja jury jest ostateczna.
9. Udział w konkursie jest równoznaczny z wyrażeniem przez osoby uczestniczące zgody na przetwarzanie przez organizatora konkursie ich danych osobowych na potrzeby konkursu oraz w celach marketingowych (ustawa o ochronie danych osobowych z dn. 29.08.1997 r. Dz.U. Nr 133, poz. 833 z póz. zm.).

10. Więcej informacji na temat konkursu można uzyskać wysyłając e-mail na adres media@bikebelle.pl

Thursday, 19 February 2015

London Bike Show - tu byliśmy.

Przez ostatni tydzień wypruwałam sobie flaki. Powodem były, oczywiście, rowery. A dokładniej, tym razem powodem był London Bike Show, rowerowa wystawa organizowana co roku w stolicy Wielkiej Brytanii, na którą wybrałam się z ekipą Bike Belle i Kahaki. Czterodniowa impreza, organizowana w centrum wystawowym ExCeL we wschodnim Londynie, przyciąga rozmaitych miłośników dwóch kółek, w tym ludzi z podobną rowerową szajbą jak my, była więc okazja do poznania nowych przyjaciół i przyjrzenia się rowerowym nowościom dla małych i dużych.
London Bike Show organizowany jest zawsze w zimie, czyli wtedy, kiedy większość rowerzystów mrozi swoje rowery na balkonach, w piwnicach, czy innych nieprzyjemnych miejscach, gdzie czekają na powrót znośnych temperatur. Na szczęście, coraz większa liczba użytkowników dwóch kółek wyznaje zasadę "my się zimy nie boimy", co przyjemnie  było obserwować i na terenie targów (pięknie zapchany parking rowerowy przed wejściem), jak i we wszystkich innych częściach miasta.
Te niewiele wolnych chwil, jakie miałam podczas przerw w pracy na naszym stoisku, wykorzystywałam na zwiedzanie terenu imprezy, która - jakże korzystnie dla mnie! - organizowana jest równocześnie z wystawami dotyczącymi podróżowania, przygody i nurkowania, a więc prawie wszystkich rzeczy, które zajmują mi czas poza rowerowaniem (brakowało tylko książek i ciastek). Słuchałam wykładów, rozmawiałam z ludźmi i łowiłam nowości, które interesowały mnie jako rowerzystkę miejską. Oto, co zwróciło moją uwagę:
 
Sporo rowerów miejskich rozmaitych marek. Ten spodobał mi się szczególnie ze względu na geometrię i kolorystykę.  
Antyprzebiciowe opony? Te tutaj nadają temu znaczeniu zupełnie inny wymiar. Wykonane ze specjalnego tworzywa, dają się ciąć nożem i przebijać gwoździami (gdyby ktoś miał takie potrzeby ;) Do tego masa kolorów. Rewelacja.
Fantastyczny rowerek dziecięcy, który po demontażu łańcucha i pedałów może być biegówką. Spora oszczędność dla rodziców maluchów, które zaczynają swoją rowerową przygodę. Do tego to siodełko i torebka podsiodłowa - stylowa jazda od najmłodszych lat!

Wingman by Henty - świetne rozwiązanie dla zapracujących rowerzystów śmigających do biur w City. Torba, w której można bezpiecznie przewieźć garnitur lub inne eleganckie ubranie, bez narażania się na jego zgniecenie. Praktyczne i niebrzydkie!
Brooksowa klasyka. Zawsze miło popatrzeć. 

 Rower czy narty? Po co wybierać :) Sportowcy docenią takie połączenie. Bardzo dobrze wymyślony zestaw. Jak myślicie - sprawdziłby się w polskich warunkach? 
Sztuka tworzenia niezwykłych ram czasem zadziwia nawet mnie. Widziałam kilka lat temu niesamowity rower z ramą wzorowaną na Wieży Eiffela - ten też nie odbiega daleko. Do tego różne kolory.
Kto powiedział, że do jazdy na rowerze potrzebne są nogi? Tutaj propozycja dla osób, które kochają rower, ale przydarzyła im się poważna kontuzja kręgosłupa. Dlaczego mają rezygnować z przyjemności? Takie podejście warto promować.

...i jeszcze trochę niezwykłych ram. Tę możecie pamiętać z mojego dawnego wpisu z Berlina.

Trójka dzieci w rodzinie? Oto rozwiązanie, które pozwoli uniknąć kłótni między rodzeństwem. Dostępne różne kolory.

Najpiękniejszy rower elektryczny, jaki widziałam! Wpisuję na listę wymarzonych :) 
 I trochę wspomnień z naszego własnego stoiska..
Bike Bake Luv, nasze dzwonki, które zostały hitem imprezy (udało się też uniknąć pożarcia ich przez dzieci :)

 Różne postaci przyszło nam gościć. Również takie ekstremalnie włochate.
 Pierwszy raz mi się zdarzyło, żebym to ja fotografowała fotoreporterów :)

 Demolowanie stoiska in progress... Czyli milusińscy :)

 "Tato, proszę!!!"

 A na koniec trochę wygłupów z jednym z najbardziej zwariowanych ludzi, jakich spotkaliśmy na LBS. Oto Super Cycling Man, człowiek, który wkrótce wyrusza w pięcioletnią podróż rowerem dookoła świata, w stroju superbohatera. A jeszcze niedawno był po prostu nauczycielem w podstawówce...
Podróż ma na celu promocję roweru jako środka trasportu oraz zebranie funduszy dla organizacji charytatywnych. Więcej o niej poczytacie tutaj: http://home.supercyclingman.com/

Friday, 23 January 2015

CAŁY ROK NA ROWERZE: ROWEREM W ZIMIE - Grażyna Czerna


W dzisiejszym odcinku cyklu na rowerze jezdzi Grażyna Czerna, wlascicielka biura podrozy Sirocco, ktora poza codziennymi przejazdami wybiera sie czesto na dluzsze wycieczki: - od pół wieku jeżdżąca całorocznie na rowerze, podróżująca rowerem po Jordanii, a ostatnio po Egipcie (wzdłuż Morza Śródziemnego, Po Kairze, Aleksandrii oraz w inne ciekawe zakatki.

Na rowerze jeżdżę całorocznie, bo jestem maniaczką rowerową, nie wyobrażam sobie dnia bez ukochanych rowerów (a mam ich kilka).  A jeżdżę już od pół wieku, za swoją pierwszą pensję też kupiłam rower, w nowym mieszkaniu pierwszym meblem został rower... a więc całorocznie uzależniona, a pogoda wcale nie ma wpływu na poruszaniem się moimi jednosladami, najwyżej dostosowywuję ubiór do danej pory roku.

Wybieram rower, nie autobus, tramwaj, auto czy taksówkę, ponieważ jazda na rowerze sprawia mi przyjemność, daje mi swobodę wyboru trasy, omijam korki i czuję wiatr we włosach.
Wolnośc i satysfakcja są tutaj najważniejszymi czynnikami decydującymi o wyborze roweru

Warto jeździć poza "sezonem" przede wszystkim dlatego, że jest się coooooooooool. Żartuję, bo nie znam w cyklistyce pojęcia sezonowości. Jeżeli się coś kocha, to nie sezonowo, lecz trwale, uparcie i do zdarcia zelówek (opon rowerowych).
Najwięcej kłopotu podczas jazdy poza "sezonem" sprawia(ją) mi zamarzające części ciała, więc zimą pakuję składaka w samolot i ruszam w ciepłe kraje, najchętniej pedałuję wzdłuz Morza Śródziemnego

Gdyby świat był idealny, to całoroczne rowerowanie byłoby normalnością, a nie dziwactwem, a tak mnie teraz niektórzy traktują.

Trzy najważniejsze rady, jakich mogłabym udzielić osobom decydującym się właśnie na jazdę poza "sezonem" to: 
- pokochać rower i pedałować niezależnie od pogody
- zmienną pogodę traktowac jako coś naturalnego, co było, jest i będzie i umiejetnie się dostosowywać do zmieniających się warunków
- mimo chłodu, deszczu, sniegu czy spiekoty czerpać radość z jazdy rowerem, bo to, że możemy bez ograniczeń pedałować, że zdrowie nam dopisuje jest czymś wyjatkowym. 

A więc 3 rady: pokochać rower, zaakceptować warunki, czerpac radość z jazdy!






A o przygodach Grazyny poczytacie m.in. tutaj.